Dobra starość

Starość to obrzydliwy deser podany po doskonałym posiłku. Stephen King, „Bezsenność”

Starość to obrzydliwy deser podany po doskonałym posiłku.
Stephen King, „Bezsenność”

Acz i starość bywa żwawa, wżdy wiek młody ma swe prawa.
Aleksander Fredro, „Zemsta”

Życie człowieka jest procesem wieloetapowym i nie powinno budzić wątpliwości, że zaczyna się w momencie poczęcia, choć wzbudza to pewne emocje, do chwili śmierci. Starość jest najczęściej tym etapem, który kończy ziemskie życie i w pewnym sensie jest przedsionkiem śmierci. Organizm ludzki zmienia się w trakcie całego życia poprzez fizjologiczne procesy umożliwiające dorastanie i dojrzewanie. Te same procesy prowadzą do starości. Starzenie organizmu w sensie biologicznym, w sposób powolny zaczyna się już po urodzeniu, choć może się to wydawać niemożliwe i zaskakujące.

Po ukończeniu 30 roku życia proces ten ulega znacznemu przyspieszeniu i niestety nie ulega wyhamowaniu. Procesy starzenia się dotykają wszystkich organów i narządów. Mięśnie dotąd jędrne i sprężyste zaczynają tracić masę, siłę i wytrzymałość. Ruchy są mniej sprawne i elastyczne, a nawet niezdarne. Serce z upływem lat zaczyna tracić swoją wydolność. Ściany naczyń krwionośnych grubieją i sztywnieją, spowalniając przepływ krwi i tym samym groźnie podnosząc ciśnienie. Mniej efektywnie przebiega proces trawienia, a substancje toksyczne nie są już tak sprawnie neutralizowane i usuwane z organizmu. Stawy tracą elastyczność i sztywnieją, a osłabione i odwapnione kości zaatakowane procesem osteoporozy wypaczają dotąd wyprostowaną dumnie sylwetkę i częściej się łamią. Układ immunologiczny przestaje być w pełni wydajny, co prowadzi do częstszego zapadania na różne choroby i infekcje.

Na starość nie tylko zmienia się wygląd zewnętrzny, ale to proces ogromnych zmian w psychice i relacjach społecznych. W jaki sposób zmienia się umysł człowieka w starości, pisałem w poprzednich numerach, omawiając starzejący się mózg. Tym razem chciałbym przedstawić starość w ujęciu społecznym. A niewątpliwie społeczeństwo się starzeje i to widać w rodzinach, w szpitalach, na ulicach. Paradoksalnie ogromny wpływ niewątpliwie ma w tej kwestii medycyna, bo to dlatego wiele chorób staje się uleczalnych, a wydolność starzejącego organizmu poprawiana jest stosowaniem różnego rodzaju leków. Nasi rodzice żyją dłużej niż nasi dziadkowe czy pradziadkowie i to jest wynik poprawy sytuacji ekonomicznej i społecznej, ale przede wszystkim dostępu do ochrony zdrowia. Medycyna postrzega osobę starszą jako kogoś, kto wymaga szczególnej opieki i specyficznego postępowania. Wyodrębniono specjalizację dedykowaną osobom starszym. Geriatria jako dziedzina medycyny zajmująca się schorzeniami wieku podeszłego. Wywodzi się z chorób wewnętrznych, ale obecnie obejmuje również inne zagadnienia związane ze schorzeniami wieku podeszłego, ujmując człowieka starszego całościowo, łącząc z interną zagadnienia z medycyny rodzinnej, neurologii, psychiatrii czy psychologii. Dlaczego właśnie tak?

Pacjent staje się geriatryczny z medycznego punktu widzenia, gdy ukończy 65 lat. Wtedy to najczęściej występuje cały szereg nakładających się na siebie chorób, które przebiegają odmiennie i nietypowo u osób starszych. Lub przeciwnie, występują schorzenia typowe dla okresu starości, które wcześniej pojawiają się rzadko.

Starzejący się organizm jest bardziej wrażliwy, inaczej reaguje, a objawy chorobowe mogą być całkowicie odmienne niż u ludzi młodszych. Leczenie geriatryczne to także poprawa sprawności ruchowej, mobilizacja do samoobsługi oraz maksymalne hamowanie pogłębiającej się niepełnosprawności. Niejednokrotnie to jednocześnie walka z wieloma chorobami, ale też licznymi powikłaniami wynikającymi z niewłaściwego leczenia czy niedostosowaniem odpowiedniej dawki albo też przeoczeniem interakcji między lekami, które przyjmowane są często w znacznych ilościach, bo przepisywane przez różnych specjalistów. Geriatra jest w stanie sama trzymać nad tym kontrolę.

Reasumując, głównym założeniem geriatrii jest „dodać więcej lat do życia i więcej życia do lat”.

Dla osoby starszej wyznacznikiem zdrowia jest przede wszystkim utrzymanie niezależności i bycie w pełni samodzielnym. Zależność od pomocy osób drugich prowadzi do fizycznej i psychicznej niedołężności.

Kondycja psychiczna osób starszych w dużej mierze zależy od młodego pokolenia. Seniorzy wypychani są poza margines życia społecznego. Często stają się ciężarem czy przeszkodą w realizowaniu życiowych planów swoich dzieci czy wnuków. A to z kolei nasila i eskaluje rodzinne konflikty. Zapominamy, że ludzie starsi mają to, czego nam nieraz tak bardzo brakuje. To życiowa mądrość, której nie ma się w wieku 20, 30, a nawet 40 lat.

Młodsze pokolenie często tę mądrość ignoruje i nie chce z niej korzystać. A jest to szczególny rodzaj wiedzy, nie do nauczenia, nie do znalezienia w wyszukiwarkach internetowych czy portalach. To suma pewnych doświadczeń, na którą składają się odniesione sukcesy, ale także popełnione błędy. Korzystając z mądrości osób starszych, sami możemy popełnić ich trochę mniej, musimy jednak zrozumieć, z jak ogromnym potencjałem mamy do czynienia. Tymczasem na ludzi w podeszłym wieku patrzymy zazwyczaj z perspektywy nie zawsze przychylnej, denerwujemy się, że ciągle czegoś od nas chcą, a nie cieszymy się, że coś mogą nam cennego i wartościowego przekazać.

Starość to niewątpliwie trudny okres w życiu, często prowadzi do izolacji, wycofania czy samotności. Coraz więcej obecnie mówi się o singularyzacji, czyli o samotnym mieszkaniu osób starszych. Innym problemem jest feminizacja starości z samotnymi, zagubionymi emerytkami zamkniętymi w swoich czerech ścianach. Fenomen rodzin wielopokoleniowych zanika z powodu wygodnictwa, ale też presji społecznej na młode pokolenie. Patrząc na starsze osoby wokół siebie, zawsze powinniśmy spróbować sobie wyobrazić, jak sami chcielibyśmy być w tym momencie życia potraktowani.

Tymczasem dobra starość polega nie tylko na akceptacji upływu czasu, ale uświadomieniu, że starość jest czymś normalnym, że nie da się jej uniknąć. Owszem, ma ona swoje ograniczenia, ale każdy wiek je ma. Starość to nie tylko pomarszczona twarz i siwe włosy. Z przeprowadzonych przez naukowców z USA badań wynika, że dobre samopoczucie i zadowolenie z życia wzrasta w starszym wieku i nie jest to zależne od dobrej lub złej kondycji fizycznej. Seniorów cechuje również bardziej pozytywne widzenie świata i lepiej radzą sobie z opanowywaniem emocji.

Postrzeganie starości jedynie przez pryzmat postępującego niedomagania fizycznego w porównaniu z idealizowaną młodością jest jednostronne, tendencyjne i niesprawiedliwe.

Tak się złożyło, że jak starość jest ostatnim etapem ludzkiego ziemskiego istnienia, tak ten numer e-Warto kończy kolejny etap czasopisma. Czy to znaczy, że po nim już nic nie nastąpi? Tego nie wiem. Dziękuję Redakcji za możliwość pisania, ale przede wszystkim za wsparcie i motywację przez te prawie 18 lat i dziękuje wszystkim czytelnikom za ciepłe słowa zachęty. Do zobaczenia!

lek. med. Adrian Kotas

Czytaj także

Droga K

Droga K,

długo nosiłam się z zamiarem napisania tego listu. Czułam, że potrzebuję tego i ja, i Ty. Już chciałam napisać „zatem do rzeczy” lub „nie owijając w bawełnę”, jednak powstrzymałam się, bo przecież nie lubisz, gdy tak pędzę, albo gdy ucinam nasz kontakt ostrym nożem konkretu.

Spróbuję zatem inaczej, z większą czułością i bez ponaglania za każdym przecinkiem czy kropką.

Nie zdawałam sobie sprawy, jak trudno usiąść do napisania kilku słów Kobiecie, którą zna się już od tylu lat, która tyle o tobie wie, przed którą niewiele można ukryć. Trudność polega na niemożności zaskoczenia Cię, sprawienia Ci niespodzianki. Ty domyślasz się tak wielu rzeczy, nie pozwalasz sobie na radość wynikającą z odkrycia czegoś, czego nigdy się nie spodziewałaś. Lubisz przewidywalność, ale zatracasz dla niej przyjemność z tych wszystkich zwykłych dni, chwil, w których mogłabyś odpocząć, podumać, pośmiać się, po prostu dać się zaskoczyć.

Lubisz wiedzieć, być na czasie, znać fakty i odpowiedzi na pojawiające się odwieczne pytania. Chcesz mieć swoje stanowisko, chcesz być słyszana. Cenię to i uważam Cię za twórczą osobę. Widzę, kiedy gnasz do przodu z wizją jakiejś zmiany. Ekscytuje mnie Twoja siła i determinacja do pracy nad sobą. Zauważam zmianę, jaka zaszła w Twoim życiu w ostatnich latach. Cieszę się z każdego Twojego sukcesu: dotrzymanego słowa i terminu, dobrych myśli na temat osób, wobec których byłaś kiedyś bardzo krytyczna. Idziesz w dobrym kierunku. Na tej drodze jest więcej przestrzeni do wyrażania szacunku i miłości, jak również do przebaczenia.

Podoba mi się, że potrafisz o siebie lepiej zadbać, nazwałaś swoje granice i stoisz na ich straży. Jestem znacznie spokojniejsza, gdy widzę, jak nie poddajesz się stresowi. Jeszcze nie tak dawno rozbrajałaś każdą stresującą sytuację na czynniki pierwsze, sądząc, że świat dla Ciebie się skończy lada moment.

Ufasz bardziej swojej intuicji i zaczynasz czerpać z niej siłę do podejmowania decyzji, kończenia tych działań, które nie przynosiły efektów, a jedynie osłabiały Twoją odporność, czy to fizyczną czy emocjonalną, czy duchową.

Zaczynasz powoli wiedzieć, czego chcesz i co jest dla Ciebie ważne. Dorosłaś, choć twierdzisz, że ciągle jesteś jeszcze w życiowym przedszkolu. Najważniejsze, że się nie cofasz, nie oglądasz już tak często wstecz. Idziesz z tym swoim pługiem do przodu.

Wiesz, przeczytałam dzisiaj w Biblii taką historię:„A nauczał w jednej z synagog w sabat. A oto była tam kobieta, od osiemnastu lat cierpiąca, pochylona tak, że zupełnie nie mogła się wyprostować. A Jezus, ujrzawszy ją, przywołał ją i rzekł do niej: Kobieto, uwolniona jesteś od choroby swojej. I położył na nią ręce; i zaraz wyprostowała się, i chwaliła Boga” (Ewangelia Łukasza 13,10–13).

Pomyślałam o Tobie i setkach innych Kobiet, które nie potrafią się wyprostować, które odczuwają fizyczny ból w swoim ciele. O takim bólu rozprawiają głośno w poczekalniach do lekarzy, w kolejce do kasy, czekając na dzieci w przedszkolnej szatni.

Znam jeszcze inny rodzaj bólu – daje fizyczne objawy, ale jego źródło tkwi głęboko w naszych zranionych sercach. Niektóre potrafią z nim żyć, oswajają go jak psa, uśmierzają małą, białą tabletką, lampką wina, tabliczką czekolady z orzechami, papierosem, lekturą, seksem, pracą. Każdy ból niszczy, obrzydza naszą codzienność, zabiera zwykłą radość życia. Czujemy, że jest jakby za karę. Obwiniamy o niego Boga i innych ludzi, zapominając o tym, że to my karzemy się najsurowiej ze wszystkich. Nie bój się tych słów. Kiedyś kara taki miała cel – miała boleć, przynieść refleksję nad popełnionym błędem i zmusić do zadośćuczynienia.

Jezus dotyka tę chorą, złamaną w pół Kobietę. Perspektywa jej patrzenia na świat zmienia się diametralnie. Nie była ani ślepa, ani sparaliżowana. Mogła widzieć, mogła chodzić. Pomyślisz więc, czy miała powody do narzekania? Tak, cierpiała. Żyła w niewygodnej pozycji, jej wzrok padał najczęściej ziemię. Doskonale wiedziała, skąd pochodzi i dokąd wróci. Proch, po którym stąpała, trzymał jej ambicje na smyczy. A jednak Jezus ją uzdrawia. Delikatnym dotykiem przywodzi ją do pionu, tak jakby chciał jej powiedzieć, że od teraz jej życie zyskuje nową perspektywę. Może oddychać pełną piersią, patrzeć przed siebie z pozycji człowieka, który nie musi nieść ciężaru na swoich plecach. Stojąc, chwali Boga i patrzy w niebo, skąd otrzymała pomoc. Została uwolniona.

Wierzę w symbolikę tej historii. Życzę Ci takiej ulgi, jakiej doznała ta doświadczona Kobieta. Chcę Ci też powiedzieć, że kara, jaką sobie zadajesz, nie wnosi kompletnie nic dobrego do życia Twojego i tych, których kochasz. Zadając sobie psychiczny ból i starając się go uśmierzyć na swój własny sposób, odcinasz się od wolności, jaką dał Ci Chrystus. Bądź dla siebie lepsza, bądź lepsza dla innych Kobiet. Poczuj ulgę. Daj się dotknąć Jego przebaczającym Słowem.

Tobie – Ja

zobacz listę wszystkich artykułów

Nasi partnerzy