Rozmowa z Młodą

Zastanawiam się, skąd niechęć do wiosny.

Zastanawiam się, skąd niechęć do wiosny.

Siedzimy z moją Młodą przyjaciółką w ogrodzie na trawie. Jest wiosna. Dokoła tak pięknie, że trudno to opisać. Nawet nie próbuję, a kiedy czytam, co piszą inni, to się denerwuję, że takie to kiczowate i nieporadne jednocześnie. To jest cud, który trudno ująć słowami, nazwać.
Świeci słońce, wystawiamy twarze w jego stronę, długo milczymy.

– Jak pięknie – odzywam się po długiej chwili.
– No niby tak, ale… – odpowiada Młoda.
– Jak to: ale? – nauczyłam się, że jeśli ktoś wtrąca słówko „ale”, to wszystko, co powiedział przed, mało znaczy.
– Wiosna nie jest moją ulubioną porą roku. Nie wiem, czy się do tego przyznawać, bo wszędzie te zachwyty, a ja tak nie czuję.
– A jaka jest twoja ulubiona? – dopytuję zaciekawiona.
– Lato, jesień…
– Opowiesz, dlaczego?
– Lubię spokój i to w nich odnajduję. Tak, więcej spokoju przynoszą – dodaje Młoda po chwili.
– Tak, ja też lubię lato, jesień, ich kolory. To też bardziej moje pory roku ze względu na wiek… – uśmiecham się. – Ale twoje lata określa się jako wiosnę życia… Zastanawiam się, skąd niechęć do wiosny.
– To nie jest niechęć, to lęk. Coś, co mnie niepokoi.
– Lęk? Czego się boisz?
– To nie lęk przed czymś konkretnym, nie umiem tego nazwać.
– Poczułam smutek – odpowiadam – twój smutek, ale i we mnie się coś odgrzebuje i zaczynam czuć podobnie. Proszę, powiedz, co jest dla ciebie trudne w wiośnie?
– Myślę, że cała ta eksplozja po zimie, ten ogromny wybuch energii, to mnie przytłacza. Ja wiem, że powinnam się zachwycać, wszyscy się zachwycają, ale mnie nie zachwyca… – uśmiecha się gorzko Młoda.
– Źle ci z tym? – dopytuję.
– Tak, chciałabym się cieszyć. Nie potrafię.
– Wiesz – tłumaczę się ze swojego przypływu smutku – urodziłam się na wsi, wiosna kojarzy mi się z pracami w ogródku, na polu. To był czas, kiedy małe dzieci przeszkadzały, kończył się czas bezpiecznego, wspólnego przesiadywania z rodzicami i rodzeństwem w domu.
– Powiedziała pani bezpiecznego? – zamyśliła się Młoda. – To chyba jest to słowo, które jest obce wiośnie.
– A tobie?
– Hmm, muszę się zastanowić, pomyśleć, nazwać.
– Jeżeli chcesz, możemy wrócić do tej rozmowy.
– Tak, chętnie. Proszę mi jeszcze powiedzieć, czy warto tak się zastanawiać?
– Jeszcze jak! – odpowiadam.

ks. Grzegorz Giemza

Czytaj także

zobacz listę wszystkich artykułów

Nasi partnerzy