Wśród pasterzy

Jeśli wiedzieć, to tylko z pierwszej ręki.

Jeśli wiedzieć, to tylko z pierwszej ręki.

Tato,
proszę, pytam, nadstawiam uszu i wytężam słuch… Kombinuję po swojemu, to znów wyciszam się i czekam na olśnienie… Gimnastykuję umysł, otwieram serce, staję na głowie, żeby mózg pobudzić.

Szukam pomysłu na spotkanie świąteczne z dziećmi, próbując odgadnąć Twe myśli. Co chcesz im powiedzieć? Co chcesz mi powiedzieć w te święta? Myśli wiele, ale co wybrać? Te najbardziej uparte – nawet nie wiem, czy już Twoje czy jeszcze moje – biegną do pasterzy. Pewnie dlatego, że bliżej mi do nich, niż do mędrców. I dobrze mi z tym. Żaden ze mnie uczony, teolog czy biblista, ale tak jak oni lubię wiedzieć. Jeśli wiedzieć, to tylko z pierwszej ręki, a pasterze – jakby nie było – informatorów mieli wysoko postawionych.

Ja rozumiem, Tato, że jak Syn się urodził, to byłeś dumny, szczęśliwy i że w tej swojej szczęśliwości chciałeś o tym komuś powiedzieć – to całkiem normalne! Ale intryguje mnie, dlaczego wybrałeś akurat ich? Bo co? Bo dzielni? Bo odważni? Fakt! Wilk czy lew to była pestka. Niezaskakująca codzienność. Fraszka igraszka. Ale anioł, który stanął przy nich, to już nie przelewki. Gdybyś jeszcze poprzestał na jednym, ale Ty posłałeś tam całą delegację! Miałeś rozmach. Rozumiem ich przerażenie,  za każdym razem, kiedy stajesz przy mnie w sposób inny niż sobie wyobrażałam lub oczekiwałam. Wtedy mam ochotę – jak mleczarz Tewje – zapytać: „Czy od czasu do czasu nie mógłbyś wybrać kogoś innego?”[1]. Ja naprawdę dziękuję, że mnie wybrałeś. Że robisz to codziennie. Nie przez to, że chronisz przed tym, co trudne, lecz przez to, że nie zostawiasz mnie w tym samej. Ale może mógłbyś… yyyy… czasami… być mniej spektakularny? Wybacz mi moją zbytnią śmiałość. Nie pozwoliłabym sobie na nią, gdybym nie miała pewności, że możemy tak otwarcie rozmawiać.

Bywa, że trudno mi w ten Twój wybór wierzyć. Zazwyczaj wtedy, gdy nabroję za bardzo, mierzę Cię swoją miarą i stawiam na sobie krzyżyk. Lubię pasterzy, bo nie byli wzorem cnót, bo nie byli kimś, kogo się wybiera. Może właśnie po to ich wybrałeś? By nauczyć mnie wybierać nie ze względu na coś, ale mimo wszystko. Ja zazwyczaj wybieram tych, do których mam zaufanie. Wybieram podobnych sobie. Jak skaczę z radości i jak chowam się w sobie. Wybrałeś pasterzy, bo Sam o sobie powiedziałeś, że jesteś pasterzem? Skoro ich wybrałeś, to łatwiej mi przyjąć, że wybrałeś też mnie. Wybierając to, co najlepsze dla mnie, wybrałeś to, co najgorsze dla siebie. Sam sobie postawiłeś krzyż. Dzięki temu dałeś mi możliwość wyboru, a nie wybrałeś za mnie.

Pamiętasz tę kampanię, w której twórcy pytali: „Dzieci nie mogą wybierać sobie rodziców. A co gdyby jednak mogły?”[2]. Rodziców nie mogłam sobie wybrać, ale Ciebie, Tato, tak! I choć od czasu, kiedy odwzajemniłam Twój wybór, posunęłam się w latach, to nieustająco – gdy mi tak wygodniej – zapominam, że wybierając Ciebie, Dobry Pasterzu, brałam sobie Ciebie za Tatę z całym Twoim okazałym i niesfornym stadkiem, do którego sama należę. I pomimo że nie mieści mi się w głowie, że można wybrać aż tak wiele osób, to bardzo się cieszę, że nie jestem dla Ciebie każdym. Kimkolwiek. Kimś przypadkowym czy pierwszym lepszym. Lubię czuć się wybrana, ale proszę – z łaski swojej – niech nie zapominam, że w grocie byli i mędrcy, i pasterze. Ucz mnie wybierać między tym, co buduje, a tym co szkodzi, bo chcę – jak pasterze – powiększać Twoje stadko, a nie pomniejszać. Chcę jak pasterze biec i oglądać, co robisz. Chcę opowiadać z pierwszej ręki o tym, co ja słyszę, co ja widzę i co ja przeżywam w życiu z Tobą. Jednak póki co pozwól, że na razie pobiegnę do… łóżka, bo choć mi pasterze bliscy, to jednak cieszę się, że nocą mogę spać.

Aaaaa i ciągle czekam aż się wypowiesz na temat spotkania dla dzieci. Gdybyś mógł… yyyy… jeśli to możliwe… to poproszę jednoznaczną odpowiedź, najlepiej tak jak pasterzom. Chociaż nie! Oni nie do końca wiedzieli, gdzie Cię szukać, to może gdybyś mógł tak bardziej konkretnie… jak Gedeonowi odpowiedziałeś. Jeśli nie, to wiem, że cokolwiek wybiorę, to będzie po Twojej myśli.

Twoja córcia

PS. Jeden z Twoich mędrców pięknie to podsumował: „Wybór Boga stanął u źródła i był początkiem miłości. Bo miłować to wybrać. A wybrać to umieć powtarzać wybór. Powtarzać codziennie, co godzina. Być wiernym to powtarzać ten wybór. Często nie za coś, ale – mimo wszystko” [3]. /ks. Józef Tischner/

[1] fr. z musicalu „Skrzypek na dachu” 

[2] http://wyborcza.pl/1,76842,16773299,Sierociniec_dla_doroslych__Finowie_zastanawiaja_sie_.html

[3] http://tischner.pl/aktualnosc/510/1/trzy-fragmenty-na-boze-narodzenie

Sabina Szłapa

Czytaj także

zobacz listę wszystkich artykułów

Nasi partnerzy