Gdybym wygrała

Późne lato to dobry czas, kiedy dojrzałość powinna dawać siłę.

Późne lato to dobry czas, kiedy dojrzałość powinna dawać siłę.

Jest wrzesień, prawie połowa, ale niespodziewanie jak na tę porę roku zrobiło się ciepło. Jak przyjemnie! W sierpniu nie było takich ciepłych wieczorów, nareszcie można posiedzieć i nie zmarznąć na koniec dnia. Nie chcę martwić się, że lato minęło, że przyjdzie jesień i będę się zmagać z przygnębieniem. Chwilo trwaj! Wystawiam twarz do słońca, nie myślę o zmarszczkach, których mi po takiej przyjemności przybędzie, pływam w coraz chłodniejszej wodzie w jeziorze i obiecuję sobie, że dopóki woda nie pokryje się lodem, nie odmówię sobie tego szaleństwa i przyjemności.

Tak, w późnym lecie życia, kiedy troska o dorastające dzieci przycicha, a za rogiem stoi jesień, a za nią zima, odkrywam, przyglądam się sobie, swoim pragnieniom, doceniam chwile, pielęgnuję drobne radości, staram się znaleźć czas na nie. Praca zawodowa zabiera mi większą cześć dnia, ale nie narzekam. To moja pasja. Ciągle się uczę, mam świadomość, że już coś tam potrafię i to sprawia mi satysfakcję. Doświadczam jednak coraz większych ograniczeń i bywają one dla mnie niemiłą niespodzianką. Żegnajcie, zarwane noce, wysokie ciśnienie czuwa… (to jedna z nich).

Coraz mocniej dociera do mnie, że wszystko, co ma swój początek, musi mieć i koniec. Boleśnie dotyczy to relacji, końca życia. Przychodzi wiele refleksji, lęków, smutku, trzeba się z nimi zmierzyć, przepracować, nie zamieść pod dywan, nie odwlekać do jakiegoś jutra. Późne lato to dobry czas, kiedy dojrzałość powinna dawać siłę. Oczywiście różnie z tym bywa i sama nie wiem, czy mi jej wystarczy w trudnej sytuacji. Pamiętam dorosłą kobietę, bardzo smutną, która nie sprostała doświadczeniu. Opowiadała mi, że jej mama umierała w szpitalu, pielęgniarka wielokrotnie do niej dzwoniła, a ona nie poszła jej odwiedzić. To była bardzo smutna opowieść, wracam do niej myślami.

Jadąc niedawno autobusem, słyszałam historię, którą opowiadał pewien mężczyzna. Wspominał swoje dorosłe życie, kiedy z braćmi i siostrami przyjeżdżali odwiedzić rodziców.

Sercem domu była mama, życie skupiało się wokół niej, tata gdzieś z boku, wypijało się z nim czasem lampkę koniaku. Po iluś latach ojciec umarł. Okazało się, że rodzina ma już sobie niewiele do powiedzenia. Relacje z rodzeństwem prawie się rozpadły, mama nie podniosła po tej żałobie. Mężczyzna mówił, że zdał sobie sprawę, poczuł, że wszystko skupiało się wokół ojca… On był ich motorem, siłą, on ich skupiał.

Patrząc wstecz, widzę swoje porażki, dzięki którym dojrzewałam, zwycięstwa, dzięki którym się rozwijałam, wiele dni, które nie wiedzieć jak i kiedy przerodziły się w tygodnie, miesiące, lata. Piękny czas, ale nie chciałabym przeżywać go od nowa. Mam poczucie wykorzystania go, sytości.

Bywa, że kupuję kupon gry liczbowej. Gdybym wygrała… myślę, że niczego bym w swoim życiu nie zmieniła. Uświadamiam sobie, jak bardzo jestem szczęśliwa.

Iwona Holeksa

Czytaj także

zobacz listę wszystkich artykułów

Nasi partnerzy