Rozmowy po czterdziestce

Kapustę będę wsuwać, pić kawę z olejem kokosowym albo jeść tylko jajka.

Kapustę będę wsuwać, pić kawę z olejem kokosowym albo jeść tylko jajka.

Gosia, ratuj, muszę coś zrobić z moją wagą!
– …

Co muszę? No, muszę schudnąć! Koniecznie muszę!
– …

Nie wiem co… obojętne, poradź coś skutecznego! Próbowałam kiedyś Dukana, Kwaśniewskiego, raf południowych – ale nie działały. Co teraz? Kapustę będę wsuwać, pić kawę z olejem kokosowym albo jeść tylko jajka. To się chyba hollywoodzka nazywa. Już mi się wszystko miesza.
– …

Co się stało? Wiesz, kupiliśmy wreszcie do sypialni tę nową szafę z przesuwnymi drzwiami. No i nie wiem, co mnie podkusiło, że wybrałam jedno skrzydło lustrzane. To był straszny błąd!
– …

Dlaczego? Jeszcze się pytasz?! Bo zobaczyłam siebie całą! Całą! To była tragedia! Wiesz, jaki ja mam brzuch?! A uda! Dopiero teraz zobaczyłam ten cellulit! Aż się przeraziłam. Ja się nie pokażę więcej Michałowi! W ogóle nie wiem, jak on może na mnie patrzeć!
– …

Nie, nigdy mi nic nie powiedział, wręcz przeciwnie, stale mi powtarza, jaka jestem piękna i jak mu się podobam. Że wcale nie przytyłam, ale wiesz, wątpię, czy tak myśli. Ślepy przecież nie jest. Na pewno chce mnie tylko pocieszyć…
– …

No pocieszyć, bo wiesz, wczoraj byłam tak załamana, że poszłam przebierać się do łazienki. Wtedy Michał powiedział, żebym się nie wygłupiała, że mam ponad czterdzieści lat, jestem jego żoną od dwudziestu dwóch, widział mnie tysiąc, a nawet miliony razy i nagle nie przestałam mu się podobać i żebym nie robiła głupot.
– …

Gośka, ja naprawdę nie przesadzam. Ty też mnie nie widziałaś chyba od dwóch lat w stroju kąpielowym.
– …

Nie, na wadze wiele nie przybrałam. Może za dwa, trzy kilogramy. Ale zimą zazwyczaj tyle przybieram. A potem wiosną więcej się ruszam, ale… Nie, Gosia, to nie chodzi tylko o te kilogramy, tylko o to, że chciałabym wrócić do tej figury, którą miałam dwadzieścia lat temu.
– …

To nierealne?! Mówisz, jak Michał, on też twierdzi, że to niemożliwe! Że skończyłam czterdziestkę – ładnie to ujął, bo to było sześć lat temu i trudno, żebym wchodziła w dżinsy swojej córki. A mnie się wydaje, że powinnam się mieścić…
– …

Ty też nie wchodzisz? Gosia, ale twoja córka ma dopiero 14 lat, a moja prawie 19!
– …

Jasne, że chciałabym się mieścić! Ale ta oponka w pasie…!
– …

Nie, Gośka, nie przesadzam! Mam okropny wałek nad paskiem. Jak mnie  zobaczysz, to sama się przerazisz.
– …

  No, próbuję jeść mniej, słodyczy zresztą nigdy nie lubiłam, to nie problem.
– …

– Tak, ruch by się przydał, ale powiedz kiedy?! Na jakieś bieganie, ćwiczenia, basen naprawdę nie mam jak się wyrwać.
– …

Mówisz, że chociaż kije? Ale czy to coś pomoże? Ja lepiej przestanę w ogóle jeść, by nie wyglądać jak pani w średnim wieku. Wrócę do wagi sprzed dwudziestu lat i…
– …

No dobra, może trochę przesadzam. Tak, Michał mówi, że nie okropnie, że mam normalny wygląd kobiety 40+. A ja nie chcę wyglądać jak czterdziestolatka z plusem! Ja chcę wyglądać jak… no, jak… sama wiesz, jak… młoda kobieta! Gośka, ratuj!

***

Cześć Paweł! Pytasz, gdzie kupiliśmy tę szafę do sypialni?
– …

Aha, Magda dzwoniła do Gosi i… Gośka nie daje ci spokoju?
– …

No, zamówiliśmy w tym salonie na Topolowej.
– …

Tak, jestem zadowolony. Ceny w porządku, zrobili terminowo i solidnie. Montaż też spoko. Dobrzy fachowcy. Tylko, Paweł, nie zgódź się pod żadnym pozorem na lustrzane drzwi!
– …

Dlaczego? Ty nawet nie pytaj dlaczego! Chłopie, nie masz pojęcia, co się dzieje od kilku dni! Magda zobaczyła się rozebrana w tym lustrze i myślałem, że nastąpił koniec świata! Jak zaczęła jęczeć, jaka jest gruba, że zrobiła się jej jakaś… jak to określiła? Nie, nie fałdka, … aha, oponka w pasie. Że wygląda jak stara baba i na pewno mi się już nie podoba.
– …

Poważnie. Poszła się nawet przebrać do łazienki. Wyobrażasz to sobie?! No, to ją zapewniam, że mi się podoba i to bardzo. Nawet bardziej niż po ślubie i że dopiero teraz jest sexy, bo ma takie kobiece kształty. I tym się już zupełnie pogrążyłem! Bo twierdzi, że jeśli kobiece, to znaczy, że ma za dużo ciała. A ona nie chce wyglądać – jak to określiła jak kobieca kobieta, tylko kobieta kobieca. Czy podobne bzdury, już się w tym pogubiłem. Więc jej mówię, że po trzech porodach nie może wyglądać jak jej własna córka. A ona na to, że może i chce tak wyglądać. I że… już nie pamiętam, co jeszcze…
– …

Paweł, czy kobiety muszą tak wszystko komplikować? Przecież ona ma ponad czterdzieści lat… no nawet czterdzieści pięć… To w końcu jest chyba wiek średni czy jak się to nazywa, i podoba mi się taka, jaka jest. Tylko jak ją o tym przekonać? Może ty wiesz, bo mnie na kobiecą logikę brakuje już argumentów!

Lidia Czyż

Czytaj także

Droga K

Droga K,

długo nosiłam się z zamiarem napisania tego listu. Czułam, że potrzebuję tego i ja, i Ty. Już chciałam napisać „zatem do rzeczy” lub „nie owijając w bawełnę”, jednak powstrzymałam się, bo przecież nie lubisz, gdy tak pędzę, albo gdy ucinam nasz kontakt ostrym nożem konkretu.

Spróbuję zatem inaczej, z większą czułością i bez ponaglania za każdym przecinkiem czy kropką.

Nie zdawałam sobie sprawy, jak trudno usiąść do napisania kilku słów Kobiecie, którą zna się już od tylu lat, która tyle o tobie wie, przed którą niewiele można ukryć. Trudność polega na niemożności zaskoczenia Cię, sprawienia Ci niespodzianki. Ty domyślasz się tak wielu rzeczy, nie pozwalasz sobie na radość wynikającą z odkrycia czegoś, czego nigdy się nie spodziewałaś. Lubisz przewidywalność, ale zatracasz dla niej przyjemność z tych wszystkich zwykłych dni, chwil, w których mogłabyś odpocząć, podumać, pośmiać się, po prostu dać się zaskoczyć.

Lubisz wiedzieć, być na czasie, znać fakty i odpowiedzi na pojawiające się odwieczne pytania. Chcesz mieć swoje stanowisko, chcesz być słyszana. Cenię to i uważam Cię za twórczą osobę. Widzę, kiedy gnasz do przodu z wizją jakiejś zmiany. Ekscytuje mnie Twoja siła i determinacja do pracy nad sobą. Zauważam zmianę, jaka zaszła w Twoim życiu w ostatnich latach. Cieszę się z każdego Twojego sukcesu: dotrzymanego słowa i terminu, dobrych myśli na temat osób, wobec których byłaś kiedyś bardzo krytyczna. Idziesz w dobrym kierunku. Na tej drodze jest więcej przestrzeni do wyrażania szacunku i miłości, jak również do przebaczenia.

Podoba mi się, że potrafisz o siebie lepiej zadbać, nazwałaś swoje granice i stoisz na ich straży. Jestem znacznie spokojniejsza, gdy widzę, jak nie poddajesz się stresowi. Jeszcze nie tak dawno rozbrajałaś każdą stresującą sytuację na czynniki pierwsze, sądząc, że świat dla Ciebie się skończy lada moment.

Ufasz bardziej swojej intuicji i zaczynasz czerpać z niej siłę do podejmowania decyzji, kończenia tych działań, które nie przynosiły efektów, a jedynie osłabiały Twoją odporność, czy to fizyczną czy emocjonalną, czy duchową.

Zaczynasz powoli wiedzieć, czego chcesz i co jest dla Ciebie ważne. Dorosłaś, choć twierdzisz, że ciągle jesteś jeszcze w życiowym przedszkolu. Najważniejsze, że się nie cofasz, nie oglądasz już tak często wstecz. Idziesz z tym swoim pługiem do przodu.

Wiesz, przeczytałam dzisiaj w Biblii taką historię:„A nauczał w jednej z synagog w sabat. A oto była tam kobieta, od osiemnastu lat cierpiąca, pochylona tak, że zupełnie nie mogła się wyprostować. A Jezus, ujrzawszy ją, przywołał ją i rzekł do niej: Kobieto, uwolniona jesteś od choroby swojej. I położył na nią ręce; i zaraz wyprostowała się, i chwaliła Boga” (Ewangelia Łukasza 13,10–13).

Pomyślałam o Tobie i setkach innych Kobiet, które nie potrafią się wyprostować, które odczuwają fizyczny ból w swoim ciele. O takim bólu rozprawiają głośno w poczekalniach do lekarzy, w kolejce do kasy, czekając na dzieci w przedszkolnej szatni.

Znam jeszcze inny rodzaj bólu – daje fizyczne objawy, ale jego źródło tkwi głęboko w naszych zranionych sercach. Niektóre potrafią z nim żyć, oswajają go jak psa, uśmierzają małą, białą tabletką, lampką wina, tabliczką czekolady z orzechami, papierosem, lekturą, seksem, pracą. Każdy ból niszczy, obrzydza naszą codzienność, zabiera zwykłą radość życia. Czujemy, że jest jakby za karę. Obwiniamy o niego Boga i innych ludzi, zapominając o tym, że to my karzemy się najsurowiej ze wszystkich. Nie bój się tych słów. Kiedyś kara taki miała cel – miała boleć, przynieść refleksję nad popełnionym błędem i zmusić do zadośćuczynienia.

Jezus dotyka tę chorą, złamaną w pół Kobietę. Perspektywa jej patrzenia na świat zmienia się diametralnie. Nie była ani ślepa, ani sparaliżowana. Mogła widzieć, mogła chodzić. Pomyślisz więc, czy miała powody do narzekania? Tak, cierpiała. Żyła w niewygodnej pozycji, jej wzrok padał najczęściej ziemię. Doskonale wiedziała, skąd pochodzi i dokąd wróci. Proch, po którym stąpała, trzymał jej ambicje na smyczy. A jednak Jezus ją uzdrawia. Delikatnym dotykiem przywodzi ją do pionu, tak jakby chciał jej powiedzieć, że od teraz jej życie zyskuje nową perspektywę. Może oddychać pełną piersią, patrzeć przed siebie z pozycji człowieka, który nie musi nieść ciężaru na swoich plecach. Stojąc, chwali Boga i patrzy w niebo, skąd otrzymała pomoc. Została uwolniona.

Wierzę w symbolikę tej historii. Życzę Ci takiej ulgi, jakiej doznała ta doświadczona Kobieta. Chcę Ci też powiedzieć, że kara, jaką sobie zadajesz, nie wnosi kompletnie nic dobrego do życia Twojego i tych, których kochasz. Zadając sobie psychiczny ból i starając się go uśmierzyć na swój własny sposób, odcinasz się od wolności, jaką dał Ci Chrystus. Bądź dla siebie lepsza, bądź lepsza dla innych Kobiet. Poczuj ulgę. Daj się dotknąć Jego przebaczającym Słowem.

Tobie – Ja

zobacz listę wszystkich artykułów

Nasi partnerzy