Jadą, jadą dzieci drogą, siostrzyczka i brat…

Od jakiegoś czasu rozmowy z moją dwuipółletnią córeczką mieszczą się w dwóch obszarach: oczekiwania na braciszka i strachów, jakie od jakiegoś czasu zaczęły ją dręczyć.

Od jakiegoś czasu rozmowy z moją dwuipółletnią córeczką mieszczą się w dwóch obszarach: oczekiwania na braciszka i strachów, jakie od jakiegoś czasu zaczęły ją dręczyć.

W kwestii powiększania się naszej rodziny przeszliśmy już przez kilka etapów – od gwałtownej negacji, prób kopnięcia brzucha, przez „ja też mam w brzuchu dzidziusia”, co przyniosło ze sobą strach przed zrobieniem kupki („bo dzidziuś wypadnie!”), odmawianiem mamie jedzenia („bo zasypie dzidziusia!”) i wizyt u lekarza („bo on zrobi dzidziusiowi krzywdę!”), aż do w miarę stabilnego, spokojnego czasu tulenia się do coraz większego brzucha, co jakiś czas rodzenia swojego dzidziusia (i nazywania go, np. słonik, w zależności od tego, jaki pluszak znajdował się pod ręką), czułej opieki nad swoimi lalkami i pytań: „jak tam dzidziuś, co teraz robi?”.

Ja i mąż opowiadamy, jak to będzie, kiedy pojawi się dzidziuś, posiłkujemy się książeczkami dla dzieci, wspólnie wymyślamy imię dla brata, planujemy przemeblowanie mieszkania. Jednak nie nadużywamy tego tematu, żeby zbytnio nie obciążyć tej małej, choć mądrej główki. Wiemy, że może przyjść czas powrotu do zachowań niemowlęcych, przejawów zazdrości, różnych prób zwrócenia na siebie uwagi, że istnieje ryzyko obciążenia małych rączek i serca jeszcze zbyt dużą odpowiedzialnością „bycia starszą”. Czekamy na to nowe przede wszystkim z ciekawością. Wiemy, że Bóg zaopatrzy nas na każdą chwilę, która nadejdzie.

Wielkie strachy małej głowy

Pamiętam, kiedy nasza Mała, mając niecałe dwa latka, z dnia na dzień panicznie zaczęła bać się wody, wieczornych kąpieli, które dotąd bardzo lubiła. Nagle, po prostu, z przyczyn niewyjaśnionych. Wieczory okupione ciężkim płaczem już dawno są za nami, teraz jednak radzimy sobie z ciemnością, która również z dnia na dzień nagle zaczęła być dla niej źródłem lęku. I do tego dołączył jeszcze „złodziej” – niegroźny kotek napotkany w kolorowej książeczce, który niewinnie podebrał komuś obraz, teraz urósł do wymiarów wszędzie czającej się idei „złodzieja”, przez którego musimy zamykać drzwi do pokojów i co jakiś czas robić obchód mieszkania z wszystkimi światłami włączonymi, skrupulatnie sprawdzając, czy gdzieś przypadkiem ów złodziej się nie chowa.

Dla rodzica to trochę szokujące, ponieważ często nie może znaleźć racjonalnej przyczyny nagle pojawiającego się lęku i racjonalnie, po swojemu, próbuje dziecku pomóc się go pozbyć, a to niestety rzadko kiedy działa. Kwestia ta wydaje się w miarę jasna – każde dziecko po prostu musi w swoim rozwoju przejść fazę lęków, które mijają, ponieważ ono z nich wyrasta. Z czasem zmienia się jego postrzeganie świata, mniej przeraża go rzeczywistość, gdyż lepiej ją rozumie, nawet bez rodzicielskiej  pomocy.

Dobrze jest wiedzieć, kiedy jakiego obiektu lęku możemy się spodziewać, jednak trzeba też pamiętać, że różnice indywidualne mają wpływ nie tylko na przeżywane strachy, ale też na długość i intensywność (nie)radzenia sobie z nimi.

Dwulatki najczęściej dręczą rozmaite lęki, głównie natury słuchowej (głośne dźwięki, grzmoty, odgłos ciężarówki, odkurzacza), ale również wizualnej (ciemne kolory, duże przedmioty) i przestrzennej (np. przeprowadzka do nowego miejsca, lęk przed wpadnięciem do studzienki ściekowej). Małe dzieci mogą bać się deszczu i wiatru, zwierząt (przede wszystkim dzikich), ale też wyjazdu matki, jej nieobecności przy zasypianiu.

Dwuipółlatki mają wiele lęków, szczególnie przestrzennych. Boją się nieoczekiwanych relacji przestrzennych, np. ktoś wychodzi z domu innymi drzwiami, ruchu, zbliżających się dużych przedmiotów.

W wieku trzech lat mogą dominować lęki wizualne, np. starzy, pomarszczeni ludzie, maski, a także strach przed ciemnością i włamywaczami (potwierdzam!), zwierzętami, policjantami, a także przed wieczornym wyjściem rodziców.

U czterolatków mogą powrócić lęki słuchowe (np. odgłosy silników), nadal męczy je ciemność, dzikie zwierzęta, boją się wyjścia mamy z domu.

Pięciolatki trochę odpoczywają od różnych strachów, te, które są, to najczęściej lęki wizualne. Boją się natomiast konkretnych, przyziemnych spraw: potłuczenia przy upadku, pogryzienia przez psa. Często nie radzą sobie jeszcze z ciemnością i boją się, że mama nie wróci do domu.

W wieku sześciu i siedmiu lat dzieci znowu mogą mieć dużo lęków. Wracają te dźwiękowe (dzwonek do drzwi, telefon, odgłosy wydawane przez ptaki i owady), pojawiają się obawy przed światem nadprzyrodzonym – duchami i wiedźmami, obawy przed żywiołami. Dzieci lękają się również, że ktoś chowa się pod ich łóżkiem, boją się wojny, szpiegów i włamywaczy. Potrafią dzielnie znosić duże rany, jednak boją się drzazg i małych zadrapań. Nie chcą zasypiać i zostawać w domu same, obawiają się, że mamie może się coś stać. Radio, kino, telewizja, książki podsycają i stymulują lęki charakterystyczne dla tego wieku.

Okres szkolny to lęk przed odrzuceniem przez rówieśników, brakiem ich akceptacji, zawstydzeniem, trudnymi sytuacjami (np. ocenami w szkole). Natomiast okres dorastania to lęki związane z wyglądem, niepowodzeniem, różnymi sytuacjami społecznymi.

Jak radzić sobie z lękami małego dziecka?

Przede wszystkim musimy przyjąć i pamiętać, że lęk nie jest czymś złym czy godnym potępienia, a ucieczka przed obiektem lęku jest naturalną reakcją. Nie możemy więc dziecka wyśmiewać, zawstydzać, okazywać mu niezrozumienia i zniecierpliwienia, nawet jeśli to, czego się boi, jest dla nas śmieszne i całkowicie absurdalne. Na bok odkładamy również wszelkie metody szokowe, rzucanie na głęboką wodę, w przenośni i dosłownie. Czasem lepiej nawet nie rozmawiać na temat danych lęków, żeby dziecko ich sobie zbyt dobitnie nie uświadomiło, czasem rozmowa jest niezbędna. Tu nasza znajomość dziecka, uważność, rodzicielska intuicja i mądrość mają swoje zadanie do wykonania. Musimy zrozumieć, że nasze dziecko się boi, pamiętać, że z tego wyrośnie, pozwalać mu na unikanie lękowej sytuacji, zanim samo nie podejmie próby oswojenia się z nią. Jeśli lęki trwają długo, możemy zastosować metodę małych kroków (jeśli dziecko boi się morza – najpierw umożliwmy mu potaplanie się w baseniku, jeśli boi się wielkich psów – najpierw niech oswoi się ze szczeniakiem). Po okresie lęku często przychodzi etap fascynacji danym obiektem, a dopiero potem etap wyważony, gdy dziecko jest w stanie kontrolować swój lęk i panować nad swoimi reakcjami. Jeśli jednak lęk trwa bardzo długo i naprawdę nie znajdujemy już dla niego wytłumaczenia, najlepiej udać się do specjalisty.

Wystraszone dziecko potrzebuje naszego wsparcia bardziej niż zwykle. Zatem dużo się przytulamy, przepędzamy złodzieja z mieszkania i w razie potrzeby zasypiamy przy świetle. Rozmawiamy o tych strachach, bo akurat Mała tego potrzebuje. Rozmowa to jedno z najlepszych lekarstw na wszystko.

Przy opisie lęków posiłkowałam się książką „Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat”, Frances L. Ilg, Louise Bates Ames, Sidney M. Baker, GWP 2015.

Lucyna Bujok

Czytaj także

zobacz listę wszystkich artykułów

Nasi partnerzy