Czas zimy. (O śmierci)

To nie ten dom, co dawniej.

To nie ten dom, co dawniej.

Odwiedzam przyszywaną ciocię. W moim dzieciństwie jej dom był mi bliski. Państwo Białoniowie stracili syna w wypadku, miał 18 lat. Po tym tragicznym wydarzeniu żyli sami, lecz chętnie gościli u siebie zaprzyjaźnione dzieci. Wujek umarł parę lat temu, a ciocia jest chora, leży w łóżku.
– Przyszłam cię odwiedzić, ciociu, posiedzieć z tobą.
– O, dziękuję. Dobrze, że przyszłaś. Czuję się samotna.

Rozmawiamy.
W domu jest ciepło, czysto, ale czuję smutek i niepokój. To nie ten dom, co dawniej.
Ciocia mówi:
– Wiesz, ja chciałabym już umrzeć.
Milczę, jestem spięta.
– Jestem stara, chora, już nie chcę żyć.
Milczę nadal, chciałabym zaprzeczać, pocieszać, ale czuję, że nie powinnam.
– Wiesz, mój mąż tak se fajnie umarł i moja sąsiadka tak se fajnie umarła, ja bym też tak chciała, a ciągle tu jestem.

Rozmawiamy o samotności, cierpieniu, ale też wspominamy stare, lepsze czasy. Niedługo po moich odwiedzinach ciocia umarła. Czuję, że było to wyczekiwane przez nią fajne odejście. Minęło wiele lat, często wracam do tamtej rozmowy i uśmiecham się na dźwięk słów o fajnym odejściu, czuję w nim harmonię, spokój i ład.

Rozmawiam z przyjaciółką, siedzimy przy stole. Porusza nas śmierć znanej osoby z życia publicznego i komentarz w prasie – „zmarła przegrała walkę z rakiem”. To smutne, kiedy odchodzi ktoś znany i ceniony. Wprawdzie znany tylko z telewizji, ale czuję się jakoś osobiście z nim związana.
– Buntuję się przed stwierdzeniem „przegrała walkę” – mówię. – To brzmi, jaby poniosła klęskę, a ja nie tak myślę o tej osobie, jej chorobie, odejściu.
– Tak to się zawsze określa – mówi przyjaciółka. – Ale pamiętam z dzieciństwa, że moja mama mówiła w takiej sytuacji, że ona zwyciężyła.
– Naprawdę? – ucieszyłam się. – Myślałam, że to tylko moja mama tak mówiła i był to jej sposób rozumienia świata. Ja to przejęłam w myśleniu, ale nie w słowach. Sama tak już nie mówię, ale nie myślę o śmierci w kategoriach klęski, porażki.
– Tak, to ciekawe, takie inne spojrzenie. Warto o nim pamiętać.

Rozmawiam z dziesięcioletnią dziewczynką.
– Proszę pani, czy to prawda, że po śmierci zjedzą nas robaki? – pyta Kaja.
Widzę w jej oczach i czuję w głosie strach i obrzydzenie. Zresztą sama czuję to samo, wyobrażając sobie taki stan. Zastanawiam się, jakiego użyć obrazu, który byłby bliskim moim odczuciom, rozmyślaniom o śmierci i przemijaniu.
– Kaja, a jak obcinasz włosy czy paznokcie, to zastanawiasz się, co się z nimi dalej dzieje?
– Nie, nie myślę o tym. No, ale jakbym obcięła rękę, to by bolało!
– No tak, bo ręka jest żywa, a włosy i paznokcie są martwe – tłumaczę.

Kaja zastanawia się i nie pyta dalej. Ciekawa jestem, jakie to przyniesie pytania.

ks. Grzegorz Giemza

Czytaj także

zobacz listę wszystkich artykułów

Nasi partnerzy