Przekleństwo w błogosławieństwo

Tyle razy próbowałam tworzyć, działać, zapobiegać, mieć wpływ na to, co wokół mnie.

Tyle razy próbowałam tworzyć, działać, zapobiegać, mieć wpływ na to, co wokół mnie.

Ojcze!

Tyle we mnie myśli, trosk i obaw, złych snów i przeczuć. Wiadomości z kraju i świata mnie przytłaczają, czuję się przygnębiona. Przychodzę do Ciebie. Potrzebuję wsparcia, nadziei. Nie ucieczki od złych obrazów, zapomnienia, ale Twojego spojrzenia, Twoich obietnic, bliskości z Tobą.

Doświadczyłam tego, że nie ma takiej ciemności, której by nie rozświetliła jedna mała zapałka. Widziałam siłę w gojących się ranach, odnowie po chorobach, wyrastających na betonie kwiatach, odradzającej się po zimie przyrodzie, siłę serca, które przebacza krzywdę nie do przebaczenia. Pomimo tej strasznej ciemności Ty jesteś w tych pojedynczych światełkach, które ratują, chronią, dzielą się. Zwyciężyłeś ciemność, każdy najmniejszy odruch niosący światło jest Twoją obecnością w nas i z nami. Ktoś mądry powiedział, że każde narodziny dziecka to dowód Twojego postanowienia, że świat będzie trwał nadal.

Ojcze, tak często wydaje mi się, że dla nas już nie ma ratunku. Zniszczyliśmy go, korzystając z niego bez umiaru i opamiętania, zjedliśmy i wykorzystaliśmy prawie wszystkie zasoby. Zamieniliśmy wodę w ścieki, pokarm w produkty jedzeniopodobne, bezlitośnie obchodzimy się ze zwierzętami, beztrosko wycinamy lasy. Ekonomia stała się bogiem, a stałe nienasycenie jej służy. Już tylko nieliczni na co dzień mogą cieszyć się śpiewem ptaków i nieskażonym jedzeniem. Ta świadomość mnie przytłacza. Chcę zobaczyć Ciebie w tych drobnych płomykach i wielkich ogniskach. Jestem przekonana, że one się palą. Potrzebuję tej nadziei, otwórz moje oczy, bym mogła je widzieć, uzdolnij moje serce do odczuwania ich, użyj moich dłoni i słów do niesienia ich.

Tyle razy próbowałam tworzyć, działać, zapobiegać, mieć wpływ na to, co wokół mnie. Kiedy wydawało mi się, że już panuję nad sytuacją, trzymam w ręku wszystkie nici, nagle jedna się wysuwała i misternie utkana konstrukcja rozpadała się. Doświadczyłam tego, że nie panuję nad swoim życiem, powierzam je Tobie. Wypełniam swój czas, jak chcę i potrafię, ale nie trzymam się już kurczowo swoich planów i wizji. Dziękuję, że mogę to powierzyć Tobie, a sama żyć w pokoju.

Ojcze, Ty przemieniasz przekleństwo w błogosławieństwo. Tortury i krzyż Jezusa Chrystusa w stół, wokół którego dzielimy się chlebem i winem. Masz moc przemiany ubóstwa w bogactwo, głodu w nasycenie, płaczu w radość, obiecujesz znienawidzonym, odrzuconym i wykluczonym przyjęcie na ucztę. Ty, który możesz przemieniać kamienie w chleb, wodę w wino, przemieniaj nasz strach, niemoc w odwagę do niesienia Twojej miłości. Ty nie potrzebujesz obrońców, podobnie jak małe dziecko nie musi bronić rodziców przed innymi dziećmi. Ty potrzebujesz świadków Twojej miłości, mocy.

Chcę sycić się wiarą, która góry niemożliwości przenosi.
Nadzieją, która otwiera, daje siły.
Miłością, która chroni, nie szuka swego, obraca ku dobremu.
Proszę, wzmacniaj i pozwól ciągle na nowo odradzać się wierze, nadziei i miłości.

ks. Grzegorz Giemza

Czytaj także

zobacz listę wszystkich artykułów

Nasi partnerzy